środa, 5 października 2011

Warszawskie Zoo

Tak jak obiecałam wstawiam zdjęcia zwierzaków z zoo, tylko tych wybranych ;)
Zaczął się nowy rok akademicki. Już trochę tęskniło mi się za tym. Niestety to już ostatni rok...
Nie wiem co później ze sobą zrobię, nie mam pomysłu na dalsze życie. Do tej pory beztrosko próbowałam spełniać swoje marzenia, teraz trzeba będzie spojrzeć na to wszystko trzeźwym okiem i z odrobiną powagi.
Póki co mieszkam dalej w akademiku, w pokoju, w którym mieszkałam rok temu z Anitą. A jako 3, zamiast Asi mamy w tym roku Kasię ;) Zajęcia i plan też w miarę wydają się w porządku. Całe piątki i prawie czwartki wolne. Trzeba się wziąć za badania nad majerankiem! ;) 



Obłąkany niedźwiadek....


Gdzie jest Nemo? 


To jest miłość ;)


Z dedykacją dla Buby ;)


Więcej niż jedno zwierzę to? Lama? 


Wytrzeszcz ;)




Wanar ;)





Rude :)



Taka niewinna...


morderczyni ;)


i trochę martwej natury ;)




poniedziałek, 3 października 2011

Warszawa

Ostatnie dni wakacji spędziłam w Warszawie. Wybrałyśmy się z Anitą do naszych znajomych z wyjazdu do Chorwacji. Czas spędziliśmy bardzo pożytecznie. Było Zoo, Centrum Nauki Kopernika, spacer po Łazienkach i załapałyśmy się nawet na mecz hockeya. Nie zabrakło również czasu na inne rozrywki ;) Widziałyśmy miasto nocą, a kilka miejsc zostawiłyśmy sobie na następną wizytę. Z wizyty w Zoo do tej pory mam obraz obłąkanego niedźwiadka, który chodził ciągle w kółko ;/
Polecam wycieczkę do centrum nauki, szczególnie z młodszymi człowieczkami. Będą zajęte na co najmniej 4 godziny ;) Mecz też zrobił na mnie duże wrażenie, a najbardziej grupka kibiców ze swoim wodzirejem ;) A co do Łazienek, to przydałaby się jakaś modernizacja, jakieś ładniejsze chodniczki i drogowskazy ;)
Chyba potrafiłabym już się tam trochę odnaleźć ;)


Wstawiam teraz zdjęcia z centrum nauki. Później będzie jeszcze zoo i mecz ;)



Anita i jej archeologiczne wykopaliska ;)


Taka płytka zmieniająca kolor po dotknięciu.




A z tych kijków można było sobie posłuchać różnych rzeczy, serio ;)




Niestety nie udało mi się zrobić bańki takiej jak ja...




Łóżko fakira ;)



Czacha Adama ;)


Robocik oblegany przez dzieci;)

poniedziałek, 19 września 2011

Bieszczady...

W sobotę w południe wybraliśmy się na jednodniowy wypad w Bieszczady. Początkowo miał jechać tylko wujek z ciocią i mama z tatem, ale że w samochodzie były wolne miejsca to i ja się wepchałam, a w ostatnim momencie zdecydowała się jeszcze Agnieszka ze  swoim Michałem. Także zostałam bez pary... 

Po przyjeździe do Polańćzyka nad jez. Solińskim od razu znaleźliśmy wolny domek. Wieczorem poszliśmy na zaporę i zjedliśmy kolację. Standardowo wybrałam pierogi ruskie, a na deser pyszny smażony oscypek z żurawiną i grzane wino ;) W niedzielę wstałam przed 6 i razem z tatem poszliśmy nad jezioro na wschód słońca i tam też pierwszy raz w życiu widziałam bobra ;) Później pojechaliśmy do Ustrzyk Górnych gdzie zaczęliśmy wędrówkę na Połoninę Caryńską. Jeszcze nigdy serducho nie biło mi tak jak wtedy ;)

Chwilami było naprawdę ciężko, ale obierając sobie cel, trzeba być wytrwałym, bo kiedy się zawrócisz, traci sens. Tak chyba myślałam tylko ja i wujek ;)

Poniżej zamieszczam zdjęcia ze wspomnianego wschodu słońca i ze spacerku po górach ;)















poniedziałek, 12 września 2011

Weekend pełen wrażeń

O tym, że w piątek Agnieszka dostała pracę w przedszkolu, powiedziałam już chyba każdemu ;)
Za chwilę o 12 zaczyna pierwsze zajęcia. Trzymam kciuki ;*


W sobotę i niedzielę robiłyśmy z Agą i Filipem przy cateringu Wipaszu na targach w Siedlcach.
Było o niebo lepiej niż w ubiegłym roku. Słoneczko nam przygrzewało, nie musiałyśmy robić herbaty ani kawy, ani kanapek ze smalcem ;) Ale nie zmienia to faktu, że i tak zbuchaliśmy się dymem z grilla, aż do bólu głowy, a w nocy nie mogłam zasnąć bo w głowie ciągle leciały mi weselne przyśpiewki ze stoiska obok ;)
Najgorszy młyn był w niedzielę koło południa. Miałyśmy z Agą chwilę załamania, w której najchętniej zostawiłybyśmy to wszystko i uciekłybyśmy jak najdalej. Ale jak zawsze wszystko da się przeżyć. Na szczęście jest już po wszystkim ;)


Kolejną sprawę opiszę z grubsza, bez szczegółów. Być może Michaś zdecyduje się na wyjazd do Poznania. Życiowa szansa. Mi został jeszcze rok w Lublinie. Nie wiem co mam robić. W sumie zależy jak ułożą mi się zajęcia, ale chyba mogłabym wytrzymać na takich coweekendowych odwiedzinach. Zobaczymy jak to będzie.


A chyba najważniejsza była dla mnie wczorajsza sytuacja, kiedy po 2 latach bycia z Michałem, tak niespodziewanie zaprosił mnie do siebie i poznałam jego mamę. Jest to dla mnie taki nowy etap. Cieszę się, że mam to już za sobą i cieszę się, że zostałam tak ciepło przyjęta.


Burza mózgów!






Razem raźniej...

piątek, 9 września 2011

Flora ...

Żeby jeszcze nie przyzwyczajać się za bardzo do pogody panującej za oknem, 

chciałam Wam pokazać ciekawsze chorwackie roślinki,

które spotykaliśmy na swojej drodze ;)


Opuncje- dopiero w domu wpadłam na to, że mogłam je zjeść ;)



Takie nasionka były na palmie kokosowej.



Słodziutkie figi ;)



Kwiatki i ...



... strączki z tego samego drzewa ;)



Takie coś puchate ;)



A to są granaty ;)



Kolejny puchatek ;)



Pyszne winogronka koło naszego pensjonatu.



Taka miniaturka ogródka w ogródku, kliknijcie, żeby zobaczyć szczegóły ;)



I już ostatni oryginalny kwiat ;)

wtorek, 6 września 2011

Vodice ...

W tym miasteczku spędziłam 7 dni, ale chciałam zostać tam już na zawsze.

Niestety nie mogłam, ale chciałabym jeszcze tam wrócić.

 Pokochałam je od pierwszego wejrzenia. 

Poniżej zamieszczam zdjęcia z naszych miejskich spacerków.